Ale on ująwszy w połowie nóż wyciągnął wskazujący palec do końca ostrza, tak aby mógł wiedzieć, czego dotyka, i począł przecinać sznury na ramionach Krzyżaka.
Zdumienie ogarnęło wszystkich, zrozumieli bowiem jego chęć - i oczom nie chcieli wierzyć. Tego jednak było im zanadto. Hlawa jął pierwszy szemrać, za nim Tolima, za tymi pachołkowie. Tylko ksiądz Kaleb począł pytać przerywanym przez niepohamowany płacz głosem:
- Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darować jeńca wolnością?
- Tak! - odpowiedział skinieniem głowy Jurand.
- Chcecie, by odszedł bez pomsty i kary?
- Tak!
Pomruk gniewu i oburzenia zwiększył się jeszcze, ale ksiądz Kaleb nie chcąc, by zmarniał tak niesłychany uczynek miłosierdzia, zwrócił się ku szemrzącym i zawołał:
- Kto się świętemu śmie sprzeciwić? Na kolana!
I klęknąwszy sam, począł mówić:
- Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje...
I odmówił "Ojcze nasz" do końca. Przy słowach: "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom", oczy jego zwróciły się mimo woli na Juranda, którego oblicze zajaśniało istotnie jakimś nadziemskim światłem.
A widok ów w połączeniu ze słowami modlitwy skruszył serca wszystkich obecnych, gdyż stary Tolima o zatwardziałej w ustawicznych bitwach duszy, przeżegnawszy się krzyżem świętym, objął następnie Jurandowe kolano i rzekł:
- Panie, jeśli wasza wola ma się spełnić; to trzeba jeńca do granicy odprowadzić.
- Tak! - skinął Jurand.
Coraz częstsze błyskawice rozświecały okna; burza była bliżej i bliżej.

NR: WQPPPPM WQPJVYM WQBXJGM WJQBXXM WJQYZBM