- Rozumie, co mówisz?
- Nie.
Stary zmarszczył brwi, po czym podniósł rękę i począł dłonią trzeć po karku i potylicy.
- Co robić?
- Nie wiem.
- Jedna jest tylko rzecz -- zaczął Maćko.
Ale Danusia przerwała mu w tej chwili. Skończywszy pić utkwiła w nim swe rozszerzone przez gorączkę źrenice, po czym rzekła:
- I wam też nie zawiniłam. Miejcież zmiłowanie!
- Mam ci ja zmiłowanie nad tobą, dziecko, i tylko dobra chcę twojego - odpowiedział z pewny m wzruszeniem stary rycerz.
A potem do Zbyszka.
- Słuchaj! Na nic jej tu ostawać. Jak ją wiatr obwieje, a słonko ogrzeje - to może się jej lepiej zrobi. Nie traćże ty, chłopie, głowy, jeno ją bierz do tej samej kołyski, w której ją wieźli, albo też na kulbakę i w drogę! Rozumiesz?
To rzekłszy wyszedł z izby, aby wydać ostatnie razporządzenia, ale zaledwie spojrzał przed siebie, gdy nagle stanął jak wryty.
Oto silny zastęp pieszego ludu, zbrojnego w dzidy i w berdysze, otaczał z czterech stron jak murem chatę, kopce i polankę.
"Niemce!" - pomyślał Maćko.
Więc zgroza napełniła mu duszę, ale w mgnieniu oka chwycił za głownię miecza, zacisnął zęby i stał tak podobny do dzikiego zwierza, który niespodzianie przez psy osaczon gotuje się do rozpaczliwej obrony.