- A dla mnie znajdzie się robota? - spytał Czech.
Lecz nie otrzymał odpowiedzi, gdyż myśl Maćka była zajęta czym innym.
- Jeśli nam Bóg pobłogosławi - rzekł - to byle się potem do puszcz mazowieckich dostać! Tam już będziemy przezpieczni i raz się wszystko skończy.
Lecz po chwili westchnął pomyślawszy zapewne, że i wówczas jeszcze nie wszystko się skończy, trzeba bowiem będzie coś zrobić z nieszczęsną Jagienką.
- Hej! - mruknął - dziwne są wyroki boskie. Nieraz ja o tym myślę, czemu też to nie przypadło na cię spokojnie się ożenić, a mnie spokojnie przy was siedzieć... Bo przecie najczęściej tak bywa - i śród wszystkiej ślachty w naszym królestwie my jedni tylko włóczym się ot po różnych krajach i wertepach, miast doma gospodarzyć po bożemu.
- Ano! prawda jest, ale wola boska! - odpowiedział Zbyszko.
I czas jakiś jechali w milczeniu, po czym znów stary rycerz zwrócił się do synowca:
- Ufasz ty temu powsinodze? Co to za jeden?
- Człek jest lekki i może nicpoń, ale dla mnie okrutnie życzliwy i zdrady się od niego nie boję.
- Jeśli tak, niechże jedzie naprzód, bo jeśli ich zgoni, tedy się nie spłoszą. Powie im, że z niewoli uciekł, czemu łacno uwierzą. Lepiej tak będzie, bo gdyby nas z dala ujrzeli, to alboby zdołali się gdzie zataić, albo obronę przygotować.
- W nocy on sam naprzód nie pojedzie, bo jest strachliwy - odrzekł Zbyszko - ale w dzień pewnie, że tak będzie lepiej. Powiem mu, żeby trzy razy w dzień zatrzymywał się i czekał na nas; jeśli zaś nie znajdziem go na postoju, to będzie znak, że już jest z nimi, i wtedy pojechawszy jego śladem uderzym na nich niespodzianie.
- A nie ostrzeże ich?
- Nie. Lepiej on mnie życzy niż im. Powiem mu też, że napadłszy na nich, zwiążem i jego, by się zaś ich pomsty później nie potrzebował bać. Niech się do nas wcale nie przyznaje...
- To ty myślisz tamtych żywych ostawić?
- A jakoże ma być? - odpowiedział nieco frasobliwie Zbyszko. - Widzicie... Żeby to było na Mazowszu albo gdzie u nas, to byśmy ich pozwali, jako Rotgiera pozwałem, i potykali się na śmierć, ale tu w ich kraju nie może to być... Tu chodzi o Danuśkę i o pośpiech. Trzeba się duchem i cicho sprawić, aby biedy na się nie napytać, a potem, jakoście rzekli, co pary w koniach walić do puszcz mazowieckich. Uderzywszy zaś niespodzianie może zaskoczym ich bez zbroi, ba i bez mieczów! To jakoże ich zabijać? Hańby mi strach! Obaśmy teraz pasowani, a i oni także...

NR: WJKBKKM WJVGYQM WJGQJVM WJXKYKM WJKJQYM