- Dajcie ją mnie.
A Zygfryd popatrzał na niego i odpowiedział:
- Nie! Słuchaj, młody bracie! Gdy chodzi o Zakon, nie folgujcie mężowi ni niewieście, ale nie folgujcie i sobie. Danvelda dosięgła ręka Boża, bo nie tylko chciał pomścić krzywdy Zakonu, ale i własnym chuciom dogodzić.
-Źle mnie sądzicie! - rzekł Rotgier.
- Nie folgujcie sobie - przerwał mu Zygfryd - bo zniewieścieją w was ciała i dusze i kolano tamtego twardego plemienia przyciśnie kiedyś pierś waszą tak, iż nie powstaniecie więcej.
I po raz trzeci wsparł posępną głowę na ręku, ale widocznie rozmawiał tylko z własnym sumieniem i o sobie tylko myślał, gdyż po chwili rzekł:
- I na mnie dużo ciąży krwi ludzkiej, dużo bólu, dużo łez... I ja, gdy chodziło o Zakon i gdym widział, że samą siłą nie wskóram, nie wahałem się szukać innych dróg; ale gdy stanę przed tym Panem, którego czczę i miłuję, rzeknę mu: "To uczyniłem dla Zakonu, a dla siebie - wybrałem jeno cierpienie."
Po czym chwycił rękoma skronie, a głowę i oczy podniósł w górę i zawołał:
- Wyrzeczcie się rozkoszy i rozpusty, zatwardzijcie wasze ciała i serca, gdyż oto widzę białość orłowych piór na powietrzu i szpony orła, czerwone od krwi krzyżackiej...
Dalsze słowa przerwało mu uderzenie wichru tak straszne, że jedno okno w górze nad galerią otworzyło się z trzaskiem, a cała sala napełniła się wyciem i poświstem zawiei oraz płatkami śniegu.
- W imię Ducha Światłości! Zła to noc - rzekł stary Krzyżak.
- Noc mocy nieczystych - odrzekł Rotgier. - Ale dlaczego, panie, zamiast: w imię Boga, mówicie: "w imię Ducha Światłości"?
- Duch Światłości to Bóg - odparł starzec, po czym jakby chcąc odwrócić rozmowę spytał:
- A przy ciele Danvelda są księża?
- Są...