Ciekawostki:
Bardzo skuteczne kursy angielskiego wrocław. Nie możesz takiej nauki języka przegapić.
Profesjonalne telebimy reklamowe. Oferujemy reklamę, kupno i wynajem. Bogaty wybór.
forex od podstaw - prawa rynku walutowego i inne ciekawe zagadnienia.
Sprawdź ofertę na beta glukan w naszej aptece! Kliknij

       

- Dość tego - rzekł. - Praw teraz o bitwie. Widziałeś? Jakoże uszli i co się z nimi stało?
- Widziałem - odpowiedział Sanderus - i wiernie opowiem. Bili się z początku okrutnie, ale gdy poznali, że ich oskoczono ze wszystkich stron, dopieroż poczęli myśleć, jakoby się wyrwać. I rycerz Arnold, który jest prawy olbrzym, pierwszy rozerwał koło i taką drogę otworzył, że przedostał się przez nią i stary komtura razem z kilkoma ludźmi i z kolebką, która była.między dwoma końmi przywiązana.
- A to pogoni nie było? Jakże się stało, że ich nie dościgli?
- Pogoń była, ale nie mogła nic poradzić, bo jak dotarła zbyt blisko, to rycerz Arnold zwracał się ku niej i potykał się ze wszystkimi. Boże broń każdego od spotkania się z nim, gdyż to jest człek tak strasznej siły, że nic mu to - i ze stoma się potykać. Trzy razy się tak zwracał, trzy razy pościg wstrzymał. Ludzie, co byli przy nim, poginęli - wszyscy. Sam on był, widzi mi się, że ranny i konia miał rannego, ale ocalał, a przy tym dał czas staremu komturowi do przezpiecznej ucieczki.
Maćko słuchając tego opowiadania pomyślał jednak, że Sanderus prawdę mówi, przypomniał sobie bowiem, iż począwszy od miejsca, w którym Skirwoiłło stoczył bitwę, droga na długiej przestrzeni w stronę odwrotną pokryta była trupami Żmujdzinów, pociętych tak strasznie, jakby ich pobiła ręka olbrzyma.
- Wszelako jakżeś ty to wszystko mógł widzieć? zapytał Sanderusa.
- Widziałem to - odparł włóczęga - bom się chycił za ogon jednego z tych koni, które niosły kolebkę, i uciekałem razem, pókim nie dostał kopytem w brzuch. Naonczas mnie zemdliło i dlategom się dostał w ręce waszmościów.
- Jużci, mogło się tak przygodzić - rzekł Hlawa ale ty bacz, abyś czego nie zełgał, gdyż źle byś na tym wyszedł!
- Znak jeszcze jest - odpowiedział Sanderus - kto chce, może go zobaczyć; wszelako lepiej jest na słowo uwierzyć niż być potępionym za niedowiarstwo.
- Choćbyś i prawdę czasem niechcący rzekł, będziesz wył za świętokupstwo.
I poczęli się przekomarzać, jak to mieli zwyczaj czynić dawniej, lecz dalszą rozmowę przerwał Zbyszko:
- Szedłeś tamtym krajem, więc go znasz. Jakież tam są w pobliżu zamki i gdzie, jak mniemasz, mogli się schronić Zygfryd i Arnold?
- Zamków tam w pobliżu nijakich nie masz, gdyż wszystko tam jedna puszcza, przez którą niedawno przerąbany jest ów gościniec. Wsi i osad też nie ma, bo co było, to sami Niemcy popalilii wskróś tej przyczyny, że jak się zaczęła ta wojna, to tamtejszy lud, który z tego samego plemienia co i tutejszy pochodzi, podniósł się także przeciw krzyżackiemu panowaniu. Ja myślę, panie, że Zygfryd i Arnold tułają się teraz po boru i albo będą chcieli wrócić, skąd przyśli, albo przedostać się ukradkiem do onej fortecy, do której ciągnęliśmy przed oną nieszczęsną bitwą.
- Pewnikiem tak i jest! - rzekł Zbyszko.
I zamyślił się głęboko. Ze zmarszczonych jego brwi i skupionego oblicza łatwo było wymiarkować, z jakim rozmyśla wysiłkiem, ale nie trwało to długo. Po chwili podniósł głowę i rzekł: