I trzymał niepotrzebnie, gdyż Niemiec zemdlał. Tymczasem nadbiegli Maćko i Czech, których dostrzegłszy Zbyszko począł wołać:
- Bywaj i wiąż! Znaczny to jakiś rycerz - i pasowany!
Czech zeskoczył z konia, ale widząc bezwładność rycerza nie wiązał go, natomiast rozbroił, odpiął naramienniki, odjął pas z wiszącą przy nim mizerykordią, poprzecinał rzemienie podtrzymujące hełm i - wreszcie zabrał się do śrub zamykających przyłbicę.
Lecz zaledwie spojrzał w twarz rycerza, zerwał się i zawołał:
- Panie! panie! patrzcie tu jeno!
- De Lorche! - zakrzyknÄ…Å‚ Zbyszko.
A de Lorche leżał z bladą, spotniałą twarzą i z zamkniętymi oczyma, bez ruchu, do trupa podobny.