- Ba, już i to zrobione!
- Tedy jeszcze ci coś powiem. Każ stu albo dwustu ludziom, zaraz jak tylko bitka się zacznie, nie mieszać się do niej, jeno skoczyć i przeciąć drogę od wyspy.
- Pierwsza rzecz! - odpowiedział Zbyszko - ale już i takie rozkazy wydane. Wpadną Niemce jakoby w potrzask albo jako w oklepce!
Usłyszawszy to Maćko spojrzał na bratanka życzliwym okiem, rad był bowiem, że Zbyszko mimo wczesnych lat życia tak dobrze wojnę rozumiał, więc uśmiechnął się i mruknął:
- Nasza prawa krew!
Lecz giermek Hlawa uradowany był w duszy jeszcze bardziej od Maćka, gdyż nie było dla niego większej nad bitwę rozkoszy.
- Nie wiem - rzekł - jak ci nasi ludzie będą się potykali, ale idą cicho, sprawnie i ochotę znać po nich okrutną. Jeżeli ów Skirwoiłło dobrze wszystko wymędrował, to żywa noga nie powinna wyjść ze skrzętu.
- Da Bóg, mało się ich wymknie - odpowiedział Zbyszko. - Ale kazałem jak najwięcej jeńców brać, a gdyby trafił się między nimi rycerz albo brat zakonny, to już koniecznie nie zabijać.
- A czemu to, panie? - spytał Czech.
Zbyszko zaś odrzekł:
- Pilnujcie i wy, aby tak było. Rycerz, jeśli z gości, to włóczy się po miastach, po zamkach, siła ludzi widuje i siła nowin słyszy, a jeśli zakonny, to jeszcze więcej. Toć Bogiem a prawdą po to ja tu przyjechałem, żeby kogoś znaczniejszego pochwycić i zamianę uczynić. Jedna mi ta droga ostała... jeżeli jeszcze ostała.
To rzekłszy dał ostrogi koniowi i znów wysunął się na czoło oddziału, aby wydać ostatnie rozporządzenia i uciec razem od smutnych myśli, na które brakło i czasu, albowiem miejsce na zasadzkę wybrane nie było już zbyt odległe.
- Czemu to młody pan tuszy, że jego niewiastka jeszcze żyje i że się w tych stronach znajduje? - spytał Czech.
- Bo jeśli jej Zygfryd od razu w Szczytnie w pierwszym zapędzie nie zamordował - odparł Maćko - to sprawiedliwie można się spodziewać, że jeszcze żywa. A jeśliby ją był zamordował, to by szczytnieński ksiądz nie był nam takich rzeczy rozpowiadał, które przecie i Zbyszko słyszał. Ciężka to rzecz nawet dla największego okrutnika podnieść rękę na niewiastę bezbronną, ba! na dziecko niewinne.
- Ciężka, ale nie dla Krzyżaka. A księcia Witoldowe dzieci?