- Pod Nowym Kownem też może najmniej się nas spodziewają - zauważył Czech - właśnie dlatego, że dopiero co was,pobili. W tym miał ci on słuszność.
- Pójdźmy obaczyć tych ludzi, którym ja przywodzę - rzekł Zbyszko, któremu duszno było w namiocie - trzeba im zapowiedzieć, aby zaś byli gotowi.
I wyszli. Na dworze noc już zapadła zupełna, chmurna i ciemna, rozświecona tylko przez ogniska, przy których siedzieli Żmujdzini.