-Już by tu sto tysięcy Turka stało! - zakrzyknął pan Michał.
A Zagłoba na to:
-Dwieście, nie sto, żebym tak zdrów był!
-W niczymże się pan marszałek nie spostrzegł? - pytał znów Czarniecki.
-On? Łykał tak wszystko, com mu do gęby wkładał, jak karmny gąsior gałki, jeno mu grzdyka grała i oczy mgłą zachodziły. Myślałem, że pęknie od radości, jako szwedzki granat. Tego człowieka do piekła pochlebstwem można by zaprowadzić.
-Byle się to na Szwedach skupiło, byle się skupiło, a mam nadzieję, że tak będzie! - odrzekł uradowany Czarniecki. -Waść jesteś człek zręczny jako liszka, ale sobie zbytnio z pana marszałka nie dworuj, bo inny i tego by nie uczynił. Siła od niego zależy... Aż do samego Sandomierza pójdziemy majętnościami Lubomirskich i marszałek jednym słowem może całą okolicę podnieść, chłopstwu kazać przeprawy zatrudniać, mosty palić, wiwendę po lasach kryć... Waść będziesz miał zasługę, której ci do śmierci nie zapomnę, ale i panu marszałkowi muszę dziękować, bo tak mniemam, że nie z samej próżności to uczynił.
Tu w ręce zaklaskał i krzyknął do pacholika:
-Konia mi natychmiast!... Kujmy żelazo, póki gorące.
Po czym zwrócił się do pułkowników:
-Waściowie wszyscy za mną, żeby asysta była jako najokazalsza.

NR: WQVQGYM WQVBBPM WQVXQKM WQYBZPM WQYKGBM