Ciekawostki:
Sprawdź uczelnie wyższe i rekrutuj do najlepszej - zadbaj o swoją przyszłość.
Tusze do drukarek oraz sprawdzone, tanie tonery! Kliknij i poznaj szczegóły! www.tb.ab.pl

       

-Wina! - zawołał pan marszałek.
A gdy wzniesiono kielichy, zaraz wzniósł zdrowie królewskie, potem pana Czarnieckiego, którego "naszym wodzem" nazwał, i wreszcie posłów. Zagłoba nie pozostał w tyle z toastami i tak wszystkich za serce chwycił, że sam marszałek za próg ich przeprowadził, zaś rycerstwo aż do rogatek Jarosławia.
Na koniec zostali sami; wówczas Zagłoba zajechał drogę Skrzetuskiemu, wstrzymał konia i chwyciwszy się w boki, rzekł:
-A co, Janie?
-Dalibóg! - odpowiedział Skrzetuski - żebym na własne oczy nie widział i na własne uszy nie słyszał, wierzyć bym nie chciał, choćby mi też i anioł powiadał.
Zaś pan Zagłoba:
-Ha? co? Przysięgnę, że pan Czarniecki co najwięcej to wzywał i prosił Lubomirskiego, by szedł z nim w parze. I wiesz, co byłby wskórał? Oto, że Lubomirski poszedłby osobno, bo jeśli w liście były zaklęcia na miłość do ojczyzny i jakoweś o prywacie wzmianki (a jestem pewien, że były), to zaraz by pan marszałek nadął się a rzekł: "Zali on chce moim praeceptorem zostać i uczyć, jak się ojczyźnie służy?..." Znam ja ich!!... Na szczęście, stary Zagłoba wziął sprawy w swoje ręce, pojechał i ledwie gębę otworzył, już Lubomirski nie tylko chce iść razem, ale pod komendę się poddaje. Morzy się tam frasunkiem pan Czarniecki, ale ja go pocieszę... A co, Janie, umie sobie Zagłoba z magnatami rady dawać?