-Czarnieckiego samego na powrozie wam sprowadzim!
Głupi! nie wiedzieli, że szli, jak idą woły na rzeź do bydłobójni!
Wszystko składało się na ich zgubę. Zaledwie przeszli, zaraz saperowie szwedzcy rozebrali po nich czasowy pomost, by silniejsze dawać belkowanie, po którym by i armaty mogły przechodzić. Oni zaś skręcili, śpiewając sobie z cicha, ku Wielkim Oczom, hełmy ich zabłysły jeszcze w słońcu na skrętach raz i drugi, następnie poczęli się zanurzać w bór gęsty.
Ujechali pół mili - nic! Cisza wkoło, głębiny leśne zdawały się być zupełnie puste. Więc stanęli, by dać oddech koniom, po czym ruszyli z wolna dalej. Na koniec dotarli do Wielkich Oczu, w których nie znaleźli żywego ducha. Pustka ta zdziwiła Kanneberga.
-Widocznie spodziewano nas się tu - rzekł do majora Swena - ale Czarniecki musi być gdzie indziej, skoro nie urządził nam zasadzki.
-Czy wasza dostojność nakaże odwrót? - zapytał Sweno.
-Pójdziem naprzód, choćby pod sam Lwów, do którego niezbyt daleko. Musim języka dostać i królowi o Janie Kazimierzu pewną wiadomość przywieźć.
-A jeśli na siły przeważne trafim?
-Choćbyśmy też spotkali i kilka tysięcy tej hałastry, którą oni pospolitym ruszeniem zowią, przecie z takimi żołnierzami nie damy się rozerwać.

NR: WJXBKQM WJXQJBM WJZGKXM WJVJBZM WJKVBXM