Stał się tedy huk srogi między rycerstwem, aż pan Gosiewski wysunął się naprzód i rzekł:
-Milczeć waszmościom! Mości książę, z mocy mojej władzy hetmańskiej oświadczam, że pan Babinicz ma prawo do jeńca i że kto chce go z rak tatarskich wydobyć, musi dać jego zwycięzcy porękę!
Książę Michał opanował wzburzenie, uspokoił się i rzekł zwracając mowę do pana Andrzeja:
-Mów waść, czego chcesz?
-By mi kondycji dotrzymał, zanim z niewoli wyjdzie.
-To ci dotrzyma wyszedłszy.
-Nie może być! Nie wierzę!
-Tedy ja za niego przysięgam na Matkę Najświętszą, którą wyznaję, i na parol rycerski, że wszystko ci będzie dotrzymane. W przeciwnym razie możesz mnie na honorze i majętności poszukiwać.
-Dość mi! - rzekł Kmicic. -Niech pan Gnoiński na zakładnika jedzie, bo inaczej Tatarzy opór stawią. Ja poprzestaję na słowie.
-Dziękuję ci, panie kawalerze! - odrzekł książę krajczy. -Nie bój się także, aby wolność zaraz odzyskał, bo go panu hetmanowi z prawa oddam i jeńcem aż do królewskiego wyroku pozostanie.
-Tak będzie! - rzekł hetman.
I rozkazawszy Wojniłłowiczowi siąść na świeżego konia, bo tamten ledwie już drgał, wysłał go wraz z panem Gnoińskim po księcia.
Lecz sprawa nie poszła jeszcze łatwo. Jeńca trzeba było siłą brać, bo sam Hassan-bej stawił groźny opór i dopiero widok pana Gnoińskiego i umówiony okup stu tysięcy talarów zdołał go uspokoić.

NR: WJQXYYM WQGBGZM WQPPJZM WQZZQVM WJXVKYM