-Ze dwie godzin upłynie, nim wyruszą, a za dwie godzin pan podskarbi tu będzie.
-Chwalić Boga! - odrzekł chorąży.
-Poślijże waść jeszcze ludzi, by tam nie popasali za długo.
-Wedle rozkazu.
-A nie wysyłali jakich podjazdów na tę stronę rzeki?
-Na tę stronę ani jeden nie wyszedł. Wysłali, ale ku swojej piechocie, która od Ełku nadciąga.
-Dobrze! - rzekł Kmicic.
I zjechał z pagórka, a przykazawszy podjazdowi taić się dalej w trzcinach, sam ruszył, ile tchu w koniu, z powrotem do chorągwi.
Pan Gosiewski właśnie na koń siadał, gdy Babinicz nadjechał. Prędko opowiedział mu młody rycerz, co widział i jaka jest pozycja okolicy; hetman wysłuchał relacji z wielkim zadowoleniem i nie mieszkając chorągwie ruszył.
Ale tym razem poszła naprzód Babiniczowa wataha, za nią litewskie: więc Wojniłłowiczowa, laudańska, własna pana hetmanowa, trzy księcia Michała Radziwiłła, Korsakowa i inne. Orda pozostała za nimi, bo oto usilnie Hassan-bej prosił obawiając się, czy lud jego pierwsze natarcie ciężkiej jazdy wytrzyma. Miał także i inne wyrachowanie.
Oto chciał, aby podczas gdy Litwa uderzy na czoło wojsk, on z Tatary mógł ogarnąć tabor, w którym łup najobfitszego się spodziewał. Pan hetman zezwolił, słusznie mniemając, że ordyńcy miękko być morze uderzali na komunik, ale wpadną jak wściekli na tabor i popłoch wzniecić mogą, zwłaszcza że konie pruskie mniej były straszliwego ich wycia zwyczajne.

NR: WJKVPVM WQZBBKM WJKJXQM WQGKZXM WQPVGPM