Ludzie sobie obcy, gdy usłyszeli tę wieść, padali sobie w objęcia, płacząc z radości. Inni narzekali, że przyszła tak późno.
-A my tu w płaczu - mówili - a my w bólu, my w męce tyle czasu żyli, gdy nam już weselić się było trzeba!...
Za czym poczęło huczeć w całej Rzeczypospolitej i roztaczały się te groźne grzmoty od Pontu Euksynu do Bałtyku, aż fale obu mórz drżały; to lud wierny, lud zbożny powstawał jak burza w obronie swej królowej. We wszystkie serca wstąpiła otucha, wszystkie źrenice zapałały ogniem; to, co się wydawało przedtem strasznym i niezwalczonym, zmalało w oczach.
-Kto go pokona? - mówił do dziewczyny pan miecznik - kto mu sprosta? Teraz wiesz kto? Panna Najświętsza!
Oboje z Oleńką krzyżem po całych dniach leżeli dziękując Bogu z miłosierdzie nad Rzecząpospolitą; zarazem przestali wątpić i o własnym ocaleniu.
O Bogusławie zaś ucichło przez długi czas zupełnie, jakby on sam wraz z całą swą siłą w wodę wpadł. Oficerowie pozostali w Taurogach poczęli się niepokoić i przyszłość swą niepewną oglądać. Woleliby wieść o klęsce niż tę głuchą ciszę. Ale żadna wieść nie mogła nadejść, bo właśnie to wówczas straszliwy Babinicz wysforował się z Tatary przed księcia i wszystkich gońców przejmował.