W tej chwili nadszedł miecznik, a spojrzawszy na synowicę odgadł zaraz, że mu niepomyślną wieść ma zwiastować, więc spytał żywo:
-Dla Boga! co tam znowu?
-Ketling odmawia - odrzekła dziewczyna.
-Wszystko to łotry, szelmy i arcypsy! Jak to? i ten nie chce pomóc?
-Nie tylko nie chce on pomóc - odrzekła skarżąc się jak małe dziecko - ale powiada jeszcze, że przeszkodzi, choćby też i polec mu przyszło.
-Czemu? na rany Pańskie! czemu?
-Bo taka już nasza dola! Ketling nie zdrajca, ale taka już nasza dola, bośmy najnieszczęśliwsi ze wszystkich ludzi!
-Bodaj tych wszystkich heretyków pioruny zatrzasły! - krzyknął miecznik. -Na cnotę nastają, łupią, kradną, więżą... Bodaj wszystko już przepadło! Nie żyć uczciwym ludziom w takich czasach!
Tu począł chodzić spiesznym krokiem po komnacie i pięściami wygrażać, na koniec ozwał się zgrzytnąwszy zębami:
-Wolałem wojewodę wileńskiego, wolę tysiąc razy nawet Kmicica niż tych uperfumowanych szelmów bez czci i sumienia!
A gdy Oleńka nie odrzekła nic, tylko jeszcze mocniej płakać zaczęła, pan miecznik złagodniał i po chwili tak mówić począł:
-Nie płacz. Kmicic mi do głowy przyszedł jeno dlatego, że ten by nas przynajmniej wyrwać z tej babilońskiej niewoli potrafił. Dałby ci on wszystkim Braunom, Ketlingom, Patersonom i samemu Bogusławowi! Ale zresztą wszyscy zdrajcy jednacy! Nie płacz! Płakaniem nic nie wskórasz, a tu radzić trzeba. Nie chce Ketling pomagać... żeby go skrzywiło!... to się bez niego obejdziem... Męski niby animusz w tobie, a w ciężkim terminie jeno szlochać umiesz... Co powiada Ketling?