To rzekłszy Ketling załamał ręce i umilkł wyczerpany zupełnie, jeno począł oddychać szybko.
Oleńka nie ochłonęła jeszcze ze zdumienia. Nie miała czasu ni zastanowić się, ni ocenić, jak należy, tej duszy wyjątkowej w swej szlachetności; czuła tylko, że usuwa się jej z rąk ostatnia deska ratunku, zawodzi ją jedyny sposób wydostania się z nienawistnej niewoli.
Lecz próbowała jeszcze opierać się.
-Panie - rzekła po chwili. -Jestem córką i wnuczką żołnierza; dziad i ojciec mój również honor nad życie cenili, ale właśnie dlatego nie do wszystkich posług daliby się byli ślepo używać...
Ketling wydobył drżącą ręką pismo z kalety, podał je Oleńce i rzekł:
-Sądź, pani, czy rozkaz służby nie tyczy?
Oleńka rzuciła okiem na papier i przeczytała, co następuje:
"Ponieważ doszło do naszej wiadomości, że urodzony Billewicz, miecznik rosieński, zamierza opuścić skrycie rezydencję naszą w zamiarach nam nieprzyjaznych: mianowicie, aby znajomych, koligatów, krewnych i klientów swoich ad rebelionem przeciw jego szwedzkiemu majestatowi i nam excitare, przeto polecamy oficerom, na praesidium w Taurogach zostającym, urodzonego Billewicza wraz z synowicą jako zakładników i jeńców wojennych strzec i ucieczki ich nie dopuścić, pod utratą honoru i sub poena sądu wojennego..." etc.