-Dobrze.
-Kyritz z piechotą ma ciągnąć z wolna, ażeby w ciężkim terminie było się o kogo oprzeć. Jeśli mamy iść naprzód jako piorun i cały rachunek nasz na szybkości polega, to nie wiem, jeżeli pruskie i szwedzkie rajtarie będą nam przydatne. Szkoda, że nie staje polskich chorągwi, bo mówiąc między nami, nie masz nad naszą jazdę...
-A artyleria wyszła?
-Wyszła.
-Jakże? i Paterson?
-Nie! Paterson jest, pilnuje Ketlinga, który własną szpadą zranił się dość szkodliwie. On go bardzo miłuje. Gdybym Ketlinga nie znał, iż odważny oficer, myślałbym, że się umyślnie zakłuł, aby na wyprawę nie iść.
-Trzeba tu będzie ze sto ludzi zostawić, toż w Rosieniach, toż w Kiejdanach. Szwedzkie prezydia szczupłe, a de la Gardie i tak co dzień od Loewenhaupta ludzi żąda. Jak jeszcze i my wyjdziemy, rebelia zapomni o szawelskiej klęsce i znów głowę podniesie.
-Rosną oni i tak. Znów słyszałem, iż Szwedów w Telszach wycięto.
-Szlachta? chłopi?
-Chłopi pod przywództwem księdza, ale są i partie szlacheckie, szczególnie wedle Laudy.
-Laudańscy pod Wołodyjowskim wyszli.
-Siła wyrostków i starców zostało. Ci za broń chwytają, bo to wojennicy z rodu.
-Bez pieniędzy nic rebelia nie wskóra.
-A my się w Billewiczach zasilim. Trzeba być geniuszem jak wasza książęca mość, żeby tak we wszystkim znaleźć poradę.