ROZDZIAŁ XVII
Po rozmowie z Sakowiczem książę Bogusław udał się nazajutrz po południu wprost do miecznika rosieńskiego.
-Panie mieczniku dobrodzieju! - rzekł na wstępie - zawiniłem ciężko ostatnim razem, bom się uniósł we własnym domu. Mea culpa!... i tym większa, żem ten afront uczynił człowiekowi z rodu od wieków zaprzyjaźnionego z Radziwiłłami. Ale przychodzę błagać o przebaczenie. Niech szczere przyznanie waszmości panu za satysfakcję, mnie za pokutę wystarczy. Waszmość znasz od dawna Radziwiłłów, wiesz, żeśmy do przeprosin nieskorzy; wszelako, żem to wiekowi i powadze uchybił, pierwszy nie bacząc, ktom jest, przychodzę z powinną głową. A już też, stary przyjacielu naszego domu, dłoni mi, wierzę, nie umkniesz?
To rzekłszy wyciągnął rękę, a miecznik, w którego duszy pierwszy impet już przeszedł, nie śmiał mu swej odmówić, choć podał ja ociągając się, i rzekł:
-Wasza książęca mość, wróć nam wolność, a to będzie najlepsza kontentacja.
-Jesteście wolni i możecie jechać, choćby dziś.
-Dziękuję waszej książęcej mości - odrzekł zdziwiony miecznik.
-Jedną tylko stawie kondycję, której, daj Bóg, żebyś nie odrzucił.
-Jakąż to? - spytał z obawą miecznik.
-Ażebyś chciał wysłuchać cierpliwie tego, coć powiem.