-Na nic, nie na nic - odrzekł Wołodyjowski - gdyż nikt lepiej nie upilnuje, aby żywność do fortecy nie przychodziła.
-No, będzie Wittenbergowi ciepło! Postój, stary złodzieju! - zawołał Zagłoba. -Wojowałeś dobrze, tego ci nie neguję, ale kradłeś i łupiłeś jeszcze lepiej; dwie gęby miałeś: jedną do fałszywych przysiąg, drugą do łamania obietnic, ale teraz dwoma się nie wyprosisz. Swędzi cię od galickiej choroby skóra i medykowie ci ją drapią, czekaj, my cię lepiej podrapiemy, Zagłoby w tym głowa!
-Ba! zda się na kondycję królowi i co mu kto uczyni? - odrzekł pan Michał. -Jeszcze mu honory wojskowe będziemy musieli oddawać!
-Zda się na kondycję? tak! - zakrzyknął Zagłoba. -Dobrze!
Tu zaczął pięścią w stół walić tak silnie, że aż Roch Kowalski, który w tej chwili wszedł do izby, zląkł się i stanął, jako wryty, w progu.
-Niech Żydom za parobka służę! - krzyczał dalej stary - jeżeli ja tego bluźniciela przeciw wierze, tego zdziercę kościołów, tego ciemiężcę panienek, tego kata męża i niewiasty, tego podpalacza, tego szelmę, tego felczera od puszczania krwi i pieniędzy, tego mieszkogryza, tego skórołupa wolno z Warszawy wypuszczę! Dobrze! Król go na kondycje wypuści, hetmani na kondycje wypuszczą, ale ja, jakom katolik, jakom Zagłoba, jako szczęścia za życia, a Boga przy śmierci pragnę, taki tumult przeciw niemu uczynię, o jakim nikt jeszcze w tej Rzeczypospolitej nie słyszał! Nie machaj ręką, panie Michale! Tumult uczynię! powtarzam! tumult uczynię!