-Zalterował się pan kasztelan - szeptał do Skrzetuskiego Zagłoba - obacz, jak mu dzioby poczerniały; zaraz i szeplenić zacznie, co zawsze czyni, gdy go cholera chwyci.
Wtem pan Czarniecki skończył czytać, przez chwilę całą pięścią kręcił brodę i myślał, na koniec ozwał się dźwiękliwym, niewyraźnym głosem:
-A pójdź no tu bliżej, towarzyszu!
-Do usług waszej dostojności!
-Gadaj prawdę - rzekł z przyciskiem kasztelan - bo ta relacja tak misternie haftowana, iż rzeczy dojść nie mogę... Jeno... gadaj prawdę... nie koloryzuj: wojska rozproszone?
-Nijak nie rozproszone, mości kasztelanie.
-A ile dni wam potrzeba, byście się znów zebrali?
Tu Zagłoba szepnął do Skrzetuskiego:
-Chce go, jako to mówią, z mańki zażyć.
Lecz Charłamp odpowiedział bez wahania:
-Skoro wojsko nie rozproszone, to mu się zbierać nie potrzeba. Prawda jest, że pospolitaków z dwieście koni nie mogliśmy się dorachować, gdym odjeżdżał, których i między poległymi nie było, ale to zwykła rzecz i komput na tym nie cierpi, a nawet pan hetman ruszył za królem w dobrym porządku.
-Armat nie straciliście, mówisz, nic?
-Owszem. Straciliśmy cztery, które Szwedzi, nie mogąc ich zabrać zagwoździli.
-Widzę, że prawdę mówisz; powiadaj tedy, jako się wszystko odbyło?