-Słuchamy! - rzekł Skrzetuski.
Kmicic pomilczawszy chwilę nabrał tchu i począł rozpowiadać o ostatniej wojnie sapieżyńskiej z Bogusławem, o klęsce tego ostatniego pod Janowem, na koniec o tym, jak książę Bogusław rozbiwszy w puch Tatarów jego samego wraz z koniem na ziemię obalił i z życiem uszedł.
-A powiadałeś waszmość - przerwał Wołodyjowski - że go będziesz ze swymi Tatary choćby do Bałtyku ścigał...
Na to Kmicic:
-A waszmość mnie powiadałeś także w swoim czasie, jako tu obecny pan Skrzetuski, gdy mu Bohun umiłowaną dziewkę porwał, przecie i jej, i zemsty zaniechał dlatego, że ojczyzna była w potrzebie; z kim kto przestaje, takim się staje, jam zaś z waszmościami się zadał i śladem ich iść pragnę.
-Bogdaj ci tak Matka Boska nagrodziła jak Skrzetuskiemu! - odrzekł Zagłoba. -Wszelako wolałbym, żeby twoja dziewka była teraz w puszczy niż w Bogusławowym ręku.
-Nic to! - zakrzyknął Wołodyjowski - odzyszczesz ją!
-Mam ja do odzyskania nie tylko jej personę, ale jej estymę i afekt.
-Jedno przyjdzie za drugim - rzekł pan Michał - choćbyś osobę miał i gwałtem brać, jako to wówczas... pamiętasz?
-Tego nie uczynię więcej!
Tu począł pan Andrzej wzdychać ciężko, a po chwili rzekł:
-Nie tylkom tamtej nie odzyskał, ale jeszcze i drugą Bogusław mi porwał.