-Ha, zbój! co? Gdyby był Carolusa doścignął, sam diabeł nie potrafiłby mu go odjąć! Moja krew, jak mi Bóg miły, moja krew!
Pan Zagłoba z biegiem czasu i sam uwierzył w to święcie, że jest wujem Rocha Kowalskiego.
Tymczasem pan Czarniecki kazał szukać młodego rycerza, ale nie mogli go znaleźć, bo pan Roch ze wstydu i zmartwienia wlazł do stodoły, zakopał się w słomę i usnął tak mocno, że dopiero nazajutrz dzień dogonił chorągiew. Ale jeszcze był bardzo strapiony i nie śmiał pokazać się wujowi na oczy. Ten wszelako sam go poszukał i pocieszać zaczął:
-Nie frasuj się, Rochu! - mówił. -Wielką i tak chwałą się okryłeś; sam słyszałem, jak cię pan kasztelan wysławiał: "Kiep (powiada) na oko, że i trzech, zda się, nie zliczy, a to widzę, ognisty kawaler, który reputację całego wojska podniósł!"
-Pan Jezus mi nie pobłogosławił - rzekł Roch - bom się poprzedniego dnia upił i pacierzam wieczorem zaniechał!
-Jeno nie próbuj wyroków boskich dochodzić, żebyś zaś jeszcze nie pobluźnił. Co możesz na plecy brać, to bierz, ale na rozum nie bierz, gdyż zaraz będziesz szwankował.
-Bom już był tak blisko, że mnie pot od jego konia zalatywał. Byłbym go do kulbaki przeciął! Wuj to myśli, że ja zgoła nie mam rozumu!
Na to Zagłoba:
-Każde bydle ma swój rozum. Setny chłop z ciebie, Rochu, pociechy mi jeszcze nieraz przysporzysz. Daj Boże, żeby twoi synowie mieli ten sam w pięści rozum!
-A nie potrzebuję! - rzekł Roch. -Ja jestem Kowalski, a to pani Kowalska...

NR: WQBPVZM WQKZBYM WJJKGVM WQQYKBM WJGQZGM