-Jakże to? - spytał - ten zdobył królewską chorągiew?
-Własną ręką i własną krwią - odparł Szandarowski. -On także pierwszy dał znać o Szwedach, a potem w największym ukropie tyle dokazywał, że mnie samego i wszystkich superavit!
-Prawda jest! rzetelna prawda, jakoby kto spisał - zakrzyknęli towarzysze.
-Jak ci na imię? - spytał chłopaka pan Czarniecki.
-Michałko!
-Czyj jesteś?
-Księży.
-Byłeś księży, ale będziesz swój własny! - odrzekł kasztelan.
Lecz Michałko nie słyszał już ostatnich słów, bo z ran, z upływu krwi zachwiał się i padł głową na kasztelańskie strzemię.
-Wziąść go, dać mu wszelki starunek. Ja w tym, że na pierwszym sejmie równy on wszystkim waszmościom będzie stanem, jako duszą już dziś równy!
-Godzien tego! godzien! - zakrzyknęła szlachta.
Po czym wzięto Michałka na nosze i wniesiono do plebanii.
Zaś pan Czarniecki słuchał dalszej relacji, którą nie Szandarowski już składał, ale ci, którzy pościg pana Rocha za Karolem Gustawem widzieli. Okrutnie uradował się tym opowiadaniem pan Czarniecki, aż się za głowę chwytał, to znów dłońmi po kolanach uderzał, bo rozumiał, że po takim terminie znacznie musi upaść duch w Karolu.
Pan Zagłoba nie mniej się radował i biorąc się w boki, z dumą powtarzał do rycerstwa: