-Toś roztropnie wykalkulował - rzekł Kmicic - bo lepiej, żeby ten co zawiezie list, nie wiedział, od kogo wiezie. A czy prędko wyjedziem z lasów?
-Jak wasza miłość chce. Może jechać i dwie niedziele albo jutro wyjechać.
-Tedy potem o tym, a teraz słuchaj mnie pilno, Kiemlicz!
-Zważam wszystkim rozumem, wasza miłość.
-Ogłosili mnie - rzekł Kmicic - w całej Rzeczypospolitej za okrutnika i hetmańskiego zaprzedańca albo zgoła szwedzkiego. Gdyby król jegomość wiedział, ktom jest, mógłby mnie nie ufać i intencją moją wzgardzić, która jeżeli nie jest szczera, Bóg widzi! Uważaj, Kiemlicz!
-Uważam, wasza miłość.
-Tedy nie nazywam się Kmicic, jeno Babinicz, rozumiesz? Nikt nie ma mego prawdziwego przezwiska wiedzieć. Gęby mi nie otworzyć, pary nie puścić. A będą pytać, skąd jestem, to powiesz, żeś się po drodze do mnie przyłączył i nie wiesz; natomiast rzekniesz: kto ciekaw, niech się samego pyta.
-Rozumiem, wasza miłość.
-Synom zapowiesz, czeladzi także. Choćby z nich pasy darto, nazywam się Babinicz. Gardłem mi za to odpowiadacie!
-Tak i będzie, wasza miłość. Pójdę synom zapowiedzieć, bo tym szelmom trzeba łopatą w łeb kłaść. Taka mi z nich pociecha... Bóg pokarał za dawne grzechy... Ot, co... Pozwoli wasza miłość słowo jeszcze powiedzieć?

NR: WJXZGZM WJKQBKM WJXVQJM WJGQJGM WJVGVYM