-Miłościwy panie, zamierzony powrót waszej królewskiej mości dla Szwedów nie nowina! Ledwie nie co dzień rozchodzi się wieść po całej Rzeczypospolitej, żeś wasza królewska mość już w drodze albo już inter regna. Dlatego trzeba największą ostrożność zachować i cichaczem wąwozami się przemknąć, bo na drogach czyhają Duglasowe podjazdy.
-Najlepsza ostrożność - rzekł patrząc na Kmicica pan Tyzenhauz - to trzysta wiernych szabel, a skoro mnie pan miłościwy komendę nad nimi powierza, to go przeprowadzę w zdrowiu, choćby po brzuchach Duglasowych podjazdów.
-Przeprowadzisz waszmość pan, jeśli również trzysta, a dajmy na to sześćset albo i tysiąc ludzi napotkasz, ale jak trafisz na większą siłę w zasadzce czyhającą, to co się stanie?
-Powiedziałem: trzysta - odparł Tyzenhauz - bo się o trzystu mówiło. Jeśli to jednak mało, to się o pięćset i więcej można postarać.
-Niechże Bóg broni! Im większa kupa, tym o niej głośniej! - rzekł Kmicic.
-Ba! myślę przecie, że pan marszałek koronny wyskoczy nam ze swymi chorągwiami na spotkanie - wtrącił król.
-Pan marszałek nie wyskoczy - odpowiedział Kmicic - bo dnia i godziny nie będzie wiedział, a choćby wiedział, to mogą w drodze zwłoki zajść, jako zwyczajnie, trudno wszystko przewidzieć...