Kołatanie ozwało się z podwójną siłą, rzekłbyś: drzwi wyskoczą z zawias. Tymczasem między zgromadzone niewiasty wpadł pacholik Kostek.
-Panieńka! - wołał - jakiś człek stuka; otwierać czy nie?
-Samli jest?
-Sam.
-Idź, otwórz!
Pachołek skoczył, ona zaś chwyciwszy świecę przeszła do izby jadalnej, za nią panna Franciszka i wszystkie prządki.
Zaledwie zdołała postawić świecę na stole, gdy w sieni dał się słyszeć szczęk żelaznej zawory, skrzypienie otwieranych drzwi i przed oczyma niewiast ukazał się pan Kmicic, straszny, czarny od dymu, krwawy, zadyszany i z obłąkaniem w oczach.
-Koń mi pod lasem padł! - krzyknął - ścigają mnie!...
Panna Aleksandra utkwiła weń oczy:
-Waść spaliłeś Wołmontowicze?
-Ja!... Ja!...
Chciał coś dalej mówić, gdy wtem od strony drogi i lasu doszedł odgłos okrzyków i tętent koni, który zbliżał się z nadzwyczajną szybkością.
-Diabli po mą duszę!... dobrze! - krzyknął jakby w gorączce Kmicic.
Panna Aleksandra w tejże chwili zwróciła się do prządek:
-Jeśli będą pytać, powiedzieć, że nie masz tu nikogo, a teraz do czeladnej i ze światłem tu przyjść!...
Po czym do Kmicica:
-Waść tam! - rzekła ukazując na przyległą izbę.
I prawie przemocą wepchnąwszy go przez otwarte drzwi, zamknęła je natychmiast.

NR: WQPQVBM WJQJVZM WQPZXXM WJJBXGM WJJGVXM