I podniósłszy głos pytał:
-Miłe niewiasty, a cóże tam czynicie wedle gruby?
-Nogi grzejem! - ozwały się cienkie głosy.
Wówczas kawalerowie wstali i zbliżyli się do ogniska. Siedziało przy nim na długiej ławie z dziesięć niewiast, starszych i młodszych, trzymających bose nogi na klocu leżącym wedle ognia. Z drugiej strony kloca suszyły się przemokłe od śniegu buty.
-To waćpanny nogi grzejecie? - pytał Kokosiński.
-Bo zmarzły.
-Bardzo grzeczne nóżki! - zapiszczał Rekuć pochylając się ku klocowi.
-At! odczep się waszmość - rzekła jedna ze szlachcianek.
-Rad bym ja się przyczepić, nie odczepić, ile że mam sposób pewny, lepszy od ognia na zmarzłe nóżki, któren sposób jest następujący: jeno potańcować z ochotą, a zamróz pójdzie precz!
-Kiedy potańcować, to potańcować! - rzekł pan Uhlik. -Nie potrzeba ni skrzypków, ni basetli, bo ja wam zagram na czekaniku.
I wydobywszy ze skórzanej pochewki, wiszącej przy szabli, nieodstępny instrument, grać począł, a kawalerowie sunęli w podrygach do dziewcząt i nóż je ściągać z ławy. One niby się broniły, ale więcej krzykiem niż rękoma, bo naprawdę nie były bardzo od tego. Może i szlachta rozochociłaby się z kolei, bo przeciw potańcowaniu w niedzielę, po mszy i w zapusty, nikt by bardzo nie protestował, ale reputacja "kompanii" była już zbyt znana w Wołmontowiczach, więc pierwszy olbrzymi Józwa Butrym, ten, który stopy nie miał, wstał z ławy i zbliżywszy się do Kulwieca-Hippocentaura, chwycił go za pierś, zatrzymał i rzekł ponuro:
-Jeśli się waszmości chce tańca, to może ze mną?
Kulwiec-Hippocentaurus oczy przymrużył i począł wąsami ruszać gwałtownie.
-Wolę z dziewczyną - odrzekł - a z waścią to chyba potem...
Wtem podbiegł Ranicki z twarzą już pocętkowaną plamami, bo już burdę poczuł.
-Coś za jeden, zawalidrogo? - pytał chwytając za szablę.
Uhlik przestał grać, a Kokosiński zakrzyknął:
-Hej, towarzysze! do kupy! do kupy!
Ale już za Józwą sypnęli się Butrymowie, starcy potężni i wyrostki ogromne; poczęli się tedy także skupiać pomrukując jak niedźwiedzie.
-Czego chcecie? guzów szukacie? - pytał Kokosiński.
-At! co gadać! poszli precz! - rzekł z flegmą Józwa.
Na to Ranicki, któremu chodziło o to, aby czasem nie obyło się bez bójki, uderzył Józwę rękojeścią w piersi, aż się rozległo w całej izbie, i krzyknął:
-Bij!
Rapiery zabłysły, rozległ się wrzask niewiast, szczęk szabel i zgiełk, i zamieszanie. Wtem olbrzymi Józwa wycofał się z potyczki, porwał stojącą wedle stołu z gruba ciosaną ławę i podniósłszy ją jakby leciuchną deseczkę zakrzyknął:
-Rum! rum!
Kurz wstał z podłogi i przesłonił walczących, jeno w zamęcie jęki poczęły się odzywać...

NR: WJKJBPM WJXZZXM WJZXJBM WJKBPPM WJKYXQM