-Głupich nigdzie na świecie nie brak, a szczególnie w tym kraju! - rzekł książę. -Ot! masz listy, a oprócz tego, jak zobaczysz jego szwedzki majestat, tedy wyznaj mu niby poufnie, żem w duszy taki sam jego stronnik jak i mój stryjeczny, jeno do czasu muszę symulować.
-Kto nie musi symulować! - odparł Kmicic. -Symuluje każdy, zwłaszcza jeśli chce czegoś znacznego dokonać.
-Pewnie, że tak jest. spraw się panie kawalerze, dobrze, a będę ci wdzięczny i nie dam się w nagradzaniu księciu wojewodzie wileńskiemu prześcigać.
-Jeśli taka łaska waszej książęcej mości, to z góry o nagrodę poproszę.
-Masz tobie. Pewnie cię tam książę wojewoda niezbyt suto na drogę opatrzył. Wąż u niego w skrzyni siedzi.
-Niechże mnie Bóg zachowa, abym miał pieniędzy żądać, nie chciałem ich od księcia hetmana, nie wezmę i od waszej książęcej mości. Na własnym żołdzie jestem i na własnym pozostanę.
Książę Bogusław spojrzał ze zdziwieniem na młodego rycerza.
-E, to widzę, Kmicicowie naprawdę nie z tych, co ludziom w ręce patrzą. O co tedy idzie, panie kawalerze?
-Rzecz jest taka, wasza książęca mość! nie rozmyśliwszy się dobrze w Kiejdanach, wziąłem ze sobą konia wielkiej krwi, żeby to się przed Szwedami pokazać. Nie przesadzę, jeśli rzeknę, że lepszego w kiejdańskich stajniach nie masz. Teraz tedy mi go żal i strach mi, żeby się po drogach karczmach albo od niewywczasów nie sterał. A jako o przygodę nietrudno, może i w nieprzyjacielskie ręce wpaść, choćby tegoż pana Wołodyjowskiego, który personaliter okrutnie na mnie zawzięty. Umyśliłem tedy prosić, waszą książęca mość, abyś go raczył na przechowanie wziąść i zażywać, póki się sposobniejszą porą o niego nie upomnę.