-Aleś nic nie upatrzyła, duszo ty nasza najmilejsza?
-Nic! Zresztą nikt nie ma prawa go tu sądzić, a broń Boże nieufność okazać! Bogu lepiej dziękujmy!
-Co tu zawczasu dziękować?! Jak będzie za co, to i dziękować, a nie, to nie dziękować - odpowiedział posępny Józwa, który jako prawdziwy Żmudzin, bardzo był ostrożny i przewidujący.
-A o ślubie wy mówili? - pytał znów Kasjan.
Oleńka spuściła oczy.
-Pan Kmicic chce jak najprędzej...
-Ot, co! jeszcze by nie kciał... - mruknął Józwa - chybaby głupi! A któryż to niedźwiedź nie kce miodu z barci? Ale po co się spieszyć? czy to nie lepiej zobaczyć, co zacz człowiek jest? Ojcze Kasjanie, taż już powiedzcie, co macie na języku, nie drzemcie jako zając o południu pod skibą!
-Jać nie drzemię, jeno sobie w głowę patrzę, co by rzec - odpowiedział staruszek. -Pan Jezus powiedział tak: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie! My też panu Kmicicowi zła nie życzym, aby i on nam nie życzył, co daj Boże, amen!
-Byle był po naszej myśli! - dodał Józwa.
Billewiczówna zmarszczyła swe sobole brwi i rzekła z pewną wyniosłością:
-Pamiętajcie, asanowie, że nie sługę mamy przyjmować. On tu panem będzie, i jego wola ma być, nie nasza. On i w opiece musi waćpanów zastąpić.