-Nie ma co! - mówił Ganchof. -Ciekawych się waść rzeczy napatrzysz i samego króla szwedzkiego oblicze będziesz widział, który jest wojownik po naszym księciu w świecie największy.
-I pana Czarnieckiego - dodał Charłamp. -Coraz głośniej o nim mówią.
-Pan Czarniecki stoi po stronie Jana Kazimierza i przez to jest naszym nieprzyjacielem! - odrzekł surowo Ganchof.
-Dziwne się rzeczy na świecie dzieją - rzekł w zamyśleniu Charłamp. -Gdyby tak ktoś rok temu albo dwa powiedział, że Szwedzi tu przyjdą, to byśmy wszyscy myśleli, że będziem ich bić, a tymczasem patrzcie waszmościowie...
-Nie my jedni, ale cała Rzeczpospolita ich z otwartymi rękami przyjęła! - rzekł Ganchof.
-Tak jest! jako żywo! - wtrącił w zamyśleniu Kmicic.
-Prócz pana Sapiehy i pana Gosiewskiego, i pana Czarnieckiego, i hetmanów koronnych! - rzekł Charłamp.
-Lepiej o tym nie mówić! - odpowiedział Ganchof. -No! mości pułkowniku, wracaj nam zdrowo... promocje cię tu czekają...
-I panna Billewiczówna - dodał Charłamp.
-Waćpanu nic do panny Billewiczówny! - odrzekł szorstko Kmicic.
-Pewnie, że nic, bom już i za stary. Ostatni raz... Czekajcie, waszmościowie... kiedyż to było?... Aha! ostatni raz w czasie elekcji dziś nam miłościwie panującego Jana Kazimierza...