Tu książę wyciągnął rzeczywiście ręce, jakby chciał w nie jakąś niewidzialną koronę pochwycić, i rozgorzał cały jak pochodnia, ale wtem ze wzruszenia znowu mu powierza zabrakło w gardzieli.
Po chwili uspokoił się jednak i rzekł przerywanym głosem:
-Ot... gdy dusza leci... jakoby do słońca... choroba mówi swoje memento... Niech się co chce dzieje... Wolę, żeby mnie śmierć zastała na tronie... niż w królewskiej antykamerze...
-Może medyka zawołać? - pytał Kmicic.
Radziwiłł począł kiwać ręką.
-Nie trzeba... nie trzeba... Już mi lepiej... Ot! i wszystko, co miałem ci powiedzieć... Prócz tego oczy miej otwarte, uszy otwarte... Bacz i na to, co Potocczyzna pocznie. Oni kupą chodzą, a Wazom wierni... i potężni... Koniecpolski a Sobiescy także nie wiadomo, jak się przechylą... Patrz i ucz się... Ot, i duszność przeszła... Zrozumiałeś wszystko expedite?
-Tak jest. jeśli w czym pobłądzę, to z własnej winy.
-Listy już mam popisane, jeno kilka zostaje. Kiedy chcesz ruszyć?
-Dziś jeszcze! Jak najprędzej!...
-Nie maszże jakiej prośby do mnie?
-Wasza książęca mość!... - zaczął Kmicic.
I urwał nagle.
Słowa z trudnością wychodziły mu z ust, a na twarzy malował się przymus i zmieszanie.
-Mów śmiało! - rzekł hetman.