Tu książę wzdrygnął się, jakby przerażony przypuszczeniem.
-Co się może przytrafić? - pytał Kmicic.
-Że noga szwedzka z Rzeczypospolitej nie wyjdzie! - odparł ponuro książę.
Kmicic zmarszczył brwi i milczał.
-Wówczas - mówił dalej niskim głosem hetman - i nasza fortuna spadłaby tak nisko, jak wprzód była wysoko...
Pan Andrzej zerwał się z miejsca z iskrzącymi oczyma, z rumieńcami na twarzy i zakrzyknął:
-Wasza książęca mość! co to jest?... A czemuż mi to wasza książęca mość mówił niedawno, że Rzeczpospolita przepadła i że tylko w spółce ze Szwedami przez osobę i przyszłe panowanie waszej książęcej mości ratować ją można?... Czemuż mam wierzyć? Czy temu, com wonczas słyszał, czy temu, co dziś? A jeśli tak jest, jak wasza książęca mość dziś mówisz, to dlaczego trzymamy ze Szwedami, zamiast ich bić?... Toż dusza do tego się śmieje!
Radziwiłł wpatrzył się surowo w młodzieńca.
-Zuchwały jesteś! - rzekł.
Ale Kmicic jechał już na własnym uniesieniu jak na koniu.
-Potem o tym, jakim ja jest! teraz daj mi wasza książęca mość respons na to, co pytam.
-Dam ci respons taki - rzekł dobitnie Radziwiłł - jeśli rzeczy tak się obrócą, jak mówię, tedy zaczniemy Szwedów bić.
Pan Andrzej przestał parskać nozdrzami, natomiast palnął się dłonią w czoło i zakrzyknął: