Tu gniew porwał pannę i policzki jej poczęły pałać.
"Zamilczę! - rzekła sobie. -Niech cierpi, na co zasłużył. Póki skruchy nie widzę, póty mam prawo potępiać..."
Po czym zwróciła wzrok ku Kmicicowi, jakby chcąc się przekonać, czy skruchy już w jego twarzy nie widać. Wtedy to właśnie nastąpiło spotkanie się ich oczu, po którym tak zawstydzili się oboje.
Skruchy Oleńka może w twarzy kawalera nie dojrzała, ale dojrzała ból i zmęczenie wielkie; dojrzała, że ta twarz była tak wybladła jak po chorobie; więc litość ją wzięła głęboka, łzy jej napływały przemocą do oczu i schyliła się jeszcze mocniej nad stołem, ażeby wzruszenia nie zdradzić.
A tymczasem uczta ożywiała się z wolna.
Z początku widocznie wszyscy byli pod ciężkim wrażeniem, lecz w miarę kielichów przybywało fantazji ucztującym. Gwar wzmagał się.
Na koniec książę wstał.
-Mości panowie, proszę o głos!
-Książę pan chce mówić!... Książę pan chce mówić! - wołano ze wszystkich stron.
-Pierwszy toast wznoszę za zdrowie najjaśniejszego króla szwedzkiego, który pomoc przeciw nieprzyjaciołom nam daje i władnąc tym czasem tą krainą, nie wprzód ją zda, aż spokój zaprowadzi. Wstańcie, mości panowie, bo to za zdrowie pije się stojący.