Nastało kłopotliwe milczenie.
Pan Andrzej poczynał się niecierpliwić i wąsy gryzł, goście wciąż spoglądali na niego spode łba, a pan miecznik czub gładził.
-Napijesz się waszmość z nami szklaneczkę ubogiego, szlacheckiego miodu - rzekł wreszcie, ukazując na gąsiorek i szklanki. -Proszę! Proszę!...
-Napiję się z waszmość panem! - rzekł dość szorstko Kmicic.
Pan Dowgird i pan Chudzyński poczęli sapać biorąc odpowiedź za pogardę dla siebie, ale nie chcieli w przyjacielskim domu kłótni zaraz od początku zaczynać i to jeszcze z zawadiaką mającym straszną sławę na całej Żmudzi.
Jednakże jątrzyło ich to lekceważenie.
Tymczasem pan miecznik zaklaskał w dłonie na pachołka i kazał mu podać czwartą szklenicę, następnie nalał ją, podniósł swoją do ust i rzekł:
-W ręce waszmości... Rad waćpana widzę w domu moim.
-Rad bym szczerze, by tak było!
-Gość gościem... - odrzekł sentencjonalnie pan miecznik.
Po chwili, poczuwając się widocznie jako gospodarz do obowiązku podtrzymania rozmowy, spytał:
-A co słychać w Kiejdanach? Jakże zdrowie pana hetmana?
-Nietęgie, panie mieczniku dobrodzieju - odpowiedział Kmicic - i w tych niespokojnych czasach nie może inaczej być... Siła zmartwień i zgryzot ma książę.