-Pewnie, że żonaty! Ja jestem Kowalski, a to jest pani Kowalska, innej nie chcę.
To rzekłszy młody oficer podniósł do oczu panu Zagłobie głownię ciężkiej dragońskiej szabli i powtórzył:
-Innej nie chcę!
-Słusznie! - rzekł Zagłoba. -Okrutnie mi się podobasz, Rochu, synu Rocha. Żołnierz najlepiej akomodowany, gdy nie ma innej żony jak taka; i to ci jeszcze powiem, że prędzej ona po tobie niż ty po niej owdowiejesz. Szkoda jeno, że młodych Rochów mieć z nią nie będziesz, bo widzę, żeś bystry kawaler, i szkoda by było, gdyby taki ród miał zginąć.
-O wa! - rzekł Kowalski. -Jest nas sześciu braci.
-I wszystko Rochy?
-Jakbyś wuj wiedział, że każden, jeśli nie na pierwsze, to na drugie ma Roch, bo to nasz szczególniejszy patron.
-A napijmy się no jeszcze!
-A dobrze.
Zagłoba znów przechylił manierkę, ale nie wypił całej, jeno oddał ją oficerowi i rzekł:
-Do dna, do dna!
-Szkoda, że cię nie mogę widzieć! - mówił dalej. -Noc tak ciemna, choć w pysk daj. Własnych palców byś nie poznał. Słuchaj no, mości Rochu, a gdzie to te wojsko miało wychodzić z Kiejdan, gdyśmy wyjeżdżali?
-A na buntowników.
-Bóg najwyższy wie, kto tu buntownik: czy ty, czy oni?
-Ja buntownik? Jakże to? Co mnie mój hetman każe, to czynię.