-Wasza książęca mość, ja chyba oszaleję!... Życie, krew moja do waszej książęcej mości należą!... Co mam czynić, aby się wywdzięczyć? co? Mów wasza książęca mość! rozkazuj!
-Dobrem za dobro mi odpłać... Miej wiarę we mnie, miej ufność, że co uczynię, to dla dobra publicznego uczynię. Nie odstępuj mnie, gdy będziesz widział zdradę i odstępstwo innych, gdy się złość wzmoże, gdy mnie samego...
Tu książę urwał nagle.
-Przysięgam! - rzekł z zapałem Kmicic - i parol kawalerski daję do ostatniego tchnienia stać przy osobie waszej książęcej mości, mego wodza, ojca i dobrodzieja!
To rzekłszy Kmicic spojrzał oczyma pełnymi ognia na księcia i aż strwożył się zmianą, jaka nagle zaszła w jego twarzy. Twarz ta była czerwona, żyły na niej nabrały, krople potu gęsto osiadły na wyniosłym czole, a oczy rzucały blask niezwykły.
-Co waszej książęcej mości jest? - pytał niespokojnie rycerz.
-Nic, nic!...
Radziwiłł wstał, ruszył spiesznym krokiem do klęcznika i zerwawszy z niego krucyfiks począł mówić gwałtownym, przytłumionym głosem:
-Na ten krzyż przysięgnij, że mnie nie opuścisz do śmierci!...
Mimo całej gotowości i zapału Kmicic spoglądał przez chwilę na niego ze zdumieniem.
-Na tę mękę Chrystusa... przysięgnij!... - nalegał hetman.