Miedzy grupami szlachty chodził Ostrożka przybrany w odzież zeszytą z pstrych gałganków, z berłem zdobnym dzwonkami i miną z głupia frant. Gdzie się pokazał, otaczano go wnet kołem, on zaś podlewał oliwy do ognia, pomagał obmawiać dygnitarzy i zadawał zagadki, nad którymi szlachta tym bardziej brała się za boki, im bardziej były zjadliwe.
Nie szczędzono w nich nikogo.
Pewnego popołudnia nadszedł przez bazary sam wojewoda poznański i wmieszał się między szlachtę rozmawiając łaskawie z tym, z owym lub ze wszystkimi i skarżąc się trochę na króla, że wobec zbliżającego się nieprzyjaciela nie przysłał ani jednej chorągwi kwarcianej.
-Nie myślą o nas, mości panowie - mówił - i bez pomocy nas zostawiają. Powiadają w Warszawie, że na Ukrainie i tak wojska za mało i że hetmani nie mogą sobie dać rady z Chmielnickim. Ha, trudno! Milsza widać Ukraina jak Wielkopolska... W niełasce jesteśmy, mości panowie, w niełasce! Jako na jatki nas tu wydali.
-A kto winien? - pytał pan Szlichtyng, sędzia wschowski.
-Kto wszystkim nieszczęściom Rzeczypospolitej winien? - odparł wojewoda - jużci nie my, bracia szlachta, którzy ją piersiami naszymi zasłaniamy.
Słuchającej go szlachcie pochlebiło to wielce, że "hrabia na Bninie i Opalenicy" sam się na równi z nią stawia i do braterstwa się przyznaje, więc zaraz pan Koszucki odpowiedział:

NR: WJQGBQM WQYJGYM WJQJZJM WQZKYGM WJXYBGM