Skrzetuski znów się uśmiechnął.-Wasza miłość pozwoli sobie powiedzieć - rzekł - że Szwedzi tu rzecz główna, a wstyd potem. Zresztą nie będzie go, bo nie tylko kaliskiej, ale i żadnej innej szlachty jeszcze nie ma.
-Powariowali! - rzekł pan Grudziński.
-Nie, jeno tego pewni, że jeśli oni nie zechcą do Szwedów, to Szwedzi nie omieszkają do nich.
-Czekaj waść! - rzekł wojewoda.
I klasnąwszy na pachołka kazał sobie podać inkaustu, piór i papieru - następnie usiadł i począł pisać.
Po upływie pół godziny zasypał kartę, uderzył po niej ręką i rzekł:
-Posyłam jeszcze wezwanie, by się najpóźniej pro die 27 praesentis stawili, i tak myślę, że przynajmniej w tym ostatnim terminie zechcą non deesse patriae. A teraz powiedz mi waćpan: macieli jakie wieści o nieprzyjacielu?
-Mamy. Wittenberg wojska swoje pod Damą na łęgach musztruje.
-Siła ich?
-Jedni mówią, że siedmnaście tysięcy, drudzy, że więcej.
-Hm! to nas i tyle nie będzie. Jak waść sądzisz, zdołamy się oprzeć?
-Jeśli się szlachta nie stawi, to i nie ma o czym mówić...
-Stawi się, co się nie ma stawić! Wiadoma to rzecz, że pospolite ruszenie zawsze marudzi. Ale ze szlachtą damy sobie radę?
-Nie damy - rzekł chłodno Skrzetuski. -Jaśnie wielmożny wojewodo, toż my wcale żołnierzy nie mamy.

NR: WJXQGVM WQQXXKM WJVGYZM WQKBPXM WJZJXPM