Janusz Radziwiłł,
książę na Birżach i Dubinkach,
wojewoda wileński."
-Okrutnie się tam pan hetman o konie dla ciebie troszczy - rzekł pan Charłamp, gdy mały rycerz skończył czytać.
-Pewnie, że o konie będzie trudno - odpowiedział pan Wołodyjowski. -Tutejszej małej szlachty siła stanie na pierwszy odgłos, ale oni jeno mierzyny żmudzkie mają, nie bardzo do służby zdatne. Na dobrą sprawę, trzeba by im wszystkim dać inne.
-To dobre konie, znam je z dawna, okrutnie wytrwałe i zwrotne.
-Ba! - rzekł pan Wołodyjowski - ale urody małej, a lud tutejszy rosły. Jak ci na takich koniach w szyku staną, to rzekłbyś: chorągiew na psach siedzi. Ot, kłopot!... Wezmę ja się gorliwie do roboty, bo i samemu mi pilno. Zostawże mnie list zapowiedni do Kmicica, jako pan hetman nakazuje, sam mu go oddam. Bardzo mu w porę przyszedł.
-A czemu?
-Bo tu tatarską modą sobie poczynał i panny w jasyr brał. Tyle nad nim procesów i terminów, ile ma włosów na głowie. Nie masz tygodnia, jak się z nim w szable biłem.
-E! - rzekł Charłamp - jeśliś ty się z nim w szable bił, to on teraz leży.
-Ale już się ma lepiej. Za jaki tydzień, dwa zdrów będzie. Co tam słychać de publicis?
-Źle, po staremu... Pan podskarbi Gosiewski zawsze z naszym księciem w emulacji, a jak hetmani niezgodni, to i sprawy ładem nie idą. Przecie trochęśmy się poprawili, i tak myślę, że byle zgody, to sobie z tym nieprzyjacielem radę damy. Bóg pozwoli, że jeszcze na ich karkach pojedziemy aż do ich państwa. Wszystkiemu winien pan podskarbi!