Tym razem w spojrzeniu Billewiczówny więcej było przytomności. Powstawszy ze skrzyni strząsnęła w tył włosy i spytała:
-Kto waćpan jesteś?
-Michał Wołodyjowski, pułkownik dragoński wojewody wileńskiego.
-Słyszałam bitwę... strzały?... Mów waćpan...
-Tak jest. My to przyszli waćpannie na ratunek...
Billewiczówna oprzytomniała zupełnie.
-Dziękuję waści! - rzekła pospiesznie cichym głosem, w którym przebijał się śmiertelny niepokój. -A z tamtym co się stało?...
-Z Kmicicem? Nie bój się waćpanna: leży bez duszy na podwórzu... i jam to, nie chwaląc się, sprawił.
Wołodyjowski wyrzekł to z pewną chełpliwością, ale jeśli spodziewał się podziwu, to zawiódł się srodze. Billewiczówna nie odrzekła ani słowa, natomiast zachwiała się na nogach i rękoma poczęła szukać oparcia za sobą, na koniec siadła ciężko na tej samej skrzyni, z której przed chwilą się podniosła.
Rycerz poskoczył ku niej żywo.
-Co waćpannie jest?
-Nic... nic... Czekaj waść... pozwól... To pan Kmicic zabity?...
-Co mnie pan Kmicic! - przerwał Wołodyjowski - tu o waćpannę chodzi!
Wówczas siły jej nagle wróciły, bo się podniosła znowu i spojrzawszy mu wprost w oczy, wykrzyknęła z gniewem, zniecierpliwieniem i rozpaczą:
-Na Boga żywego, odpowiadaj! zabity?...

NR: WJZZZXM WQYGYZM WQBVPQM WQKQJJM WJXZYYM