-O Jezu! - zawołały pacunelki.
-...z diabłami. Czasem morze niezmierne, na nim okręty i syreny. Jedne persony spuszczają się z nieba, inne wychodzą z ziemi.
-Jeno bym piekła widzieć nie chciała! - zakrzyknęła Zonia - i dziwno mi to, że ludzie na taki okropny widok nie pouciekają.
-Nie tylko nie uciekają, ale jeszcze przyklepują od uciechy - odrzekł pan Wołodyjowski - bo to wszystko udane, nie prawdziwe, i przeżegnawszy, nie znika. Nie masz w tym sprawy złego ducha, jeno ludzka przemyślność. Nawet i biskupi tam z królestwem przychodzą, i rozmaici dygnitarz, którzy potem razem z królem przed spaniem do uczty siadają.
-A z rana i w dzień co czynią?
-To zależy od humorów. Rano wstawszy, łaźni zażywają. Jest tam taka komnata, w której nie masz podłogi, jeno cynowy dół jako srebro błyszczący, a w tym dole woda.
-Woda w komnacie... słyszałyście?
-Tak jest... i przybywa jej albo ubywa, wedle woli; może też być ciepła albo zgoła zimna, bo tam są rury z kuraskami, taką i owaką niosące. Pokręcisz waćpanna kuraskiem, aż tu się leje, że i pływać można w komnacie jako w jeziorze... Żaden król nie ma takiego zamku jak nasz pan miłościwy, to wiadoma rzecz, i posłowie zagraniczni toż samo powiadają; żaden też nad tak zacnym narodem nie panuje, bo choć są różne grzeczne nacje na świecie, przecie Bóg naszą szczególnie w miłosierdziu swoim przyozdobił.

NR: WQGXVXM WJQPQZM WQVBVGM WJKVXXM WQJZQXM