- A somsiad, Zych ze Zgorzelic. Już z tydzień jadę za wami i rozpytuję ludzi po drodze..
- Rety! Stryjku! Zych ze Zgorzelic tu jest! - zawołał Zbyszko.
I poczęli się witać radośnie. Zych bowiem był istotnie ich sąsiadem, a do tego człowiekiem dobrym i powszechnie lubionym dla wielkiej wesołości.
- No, jak się macie? - pytał potrząsając dłoń Maćka. - Hoc jeszcze czyli już nie hoc?
- Hej, już nie hoc! - odrzekł Maćko. - Ale rad was widzę. Miły Boże, to jakbym już był w Bogdańcu!
- A co wam jest, bo jak słyszałem, to was Niemce postrzelili?
- Postrzelili psubraty! Żeleźce mi się między żebrami ostało...
- Bójcie się Boga! No i co? A próbowaliście niedźwiedziego sadła się napić?
- Widzicie! - rzekł Zbyszko - każdy niedźwiedzie sadło rai. Byle do Bogdańca! Zara pójdę na noc z toporem pod barcie.
- Może Jagienka będzie miała, a nie, to poślę pytać.
- Jaka. Jagienka? Waszej przecie było Małgochna? spytał Maćko.
- Oo! co ta Małgochna! Na święty Michał będzie trzecia jesień, jak Małgochnana księżej grudzi. Zadzierżysta była baba - Panie, świeć nad jej duszą! - Ale Jagienka po niej poszła, jeno że młoda...
...Za dołami świeci górka,
Jaka mać, taka i córka...
Hoc! hoc!