- Wiem - rzekł Jurand.
- A nie krzywiście o to?
- Skoroś jej ślubował, to jej służ, bo jest taki rycerski obyczaj.
Zbyszko zawahał się nieco, lecz po chwili począł mówić z widocznym niepokojem:
- Bo to uważcie... nałęczką mi głowę. nakryła... Wszystko rycerstwo słyszało i franciszkanin, który był przy mnie z krzyżem, słyszał, jako rzekła: "Mój ci jest!" I pewno, iż niczyj inny do śmierci nie będę, tak mi dopomóż Bóg.
To rzekłszy przyklęknął znów i chcąc pokazać, że zna rycerski obyczaj, ucałował z wielką czcią oba trzewiki siedzącej na poręczy od krzesła Danusi, po czym wstał i zwróciwszy się do Juranda zapytał:
- Widzieliście taką drugą... co?
A Jurand założył nagle na głowę swe straszne mężobójcze ręce - i zamknąwszy powieki odrzekł głucho:
- Widziałem, ale Niemce ci mi ją zabili.
- To słuchajcie - rzekł z zapałem Zbyszko - jedna nam krzywda i jedna, pomsta. I naszych kupę z Bogdańca, co im konie w młace polgnęły, psubraty z kusz wystrzelali... Już wy nikogo lepszego ode mnie do waszej roboty nie znajdziecie... Nie nowina mi to! Spytajcie stryka. Na kopie alibo na topory, na długie alibo na krótkie miecze, za jedno mi! A powiadał wam stryk o onych Fryzach?... Narznę ja wam Niemców jako baranów, a co do dziewczyny, to wam klękajęcy ślubuję, jako się będę o nią bodaj z samym piekielnym starostą potykał i jako nie odstąpię jej ni za ziemię, ni za stada, ni za sprzęt żaden, a choćby mi i zamek o. szklanych oknach bez niej dawali, to i zamek porzucę, a za nią na kraj świata powędruję.
Jurand siedział czas jakiś z głową w dłoniach, lecz wreszcie ocknął się jakoby ze snu i rzekł z żałością i smutkiem:
- Udałeś ty mi się, pachołku, ale ci jej nie dam, bo nie tobie ona pisana, nieboże!
Zbyszko usłyszawszy to aż oniemiał i począł patrzeć na Juranda okrągłymi oczyma, nie mogąc słowa przemówić: Lecz Danusia przyszła mu w pomoc. Bardzo jej miły był Zbyszko i miło jej było uchodzić nie za "skrzata", ale za "źrzałą dziewkę". Podobały jej się i zrękowiny, i słodkości, jakie jej rycerzyk codziennie znosił, więc teraz, gdy zrozumiała, że jej to wszystko chcą odjąć, zsunęła się co prędzej z poręczy krzesła i ukrywszy głowę na kolanach ojca poczęła wołać:
- Tatulu! tatulu! bo będem płakać!
On zaś widocznie kochał ją nad wszystko, gdyż położył łagodnie dłoń na jej głowie. W twarzy jego nie było ni zawziętości, ni gniewu, tylko smutek.