Ruszajże teraz na bory, lasy!" Czuł bowiem jasno Zbyszko, że zawziętości nikt, prócz Krzyżaka, przeciw niemu nie żywił - i że sam surowy pan krakowski tylko jakoby z musu skazał go na śmierć.
Więc nadzieja wstępowała w niego coraz większa, gdyż nie wątpił, że mu tych trzech miesięcy nie odmówią. Owszem, myślał, że mu dadzą nawet więcej, to bowiem, by szlachcic poprzysiągłszy na cześć rycerską miał słowa nie dotrzymać, nawet nie przyjdzie staremu panu z Tęczyna do głowy.
Toteż gdy Maćko przyszedł na zajutrz o zmroku do więzienia, Zbyszko, który ledwie mógł już usiedzieć, skoczył ku niemu do proga i zapytał:
- Pozwolił?
Maćko siadł na tapczanie, bo stać z wielkiego osłabienia nie mógł; przez chwilę oddychał ciężko i wreszcie rzekłˇ
- Kasztelan powiedział tak: "Jeśli wam potrzeba podzielić grunt albo statek, to waszego bratanka na jedną albo na dwie niedziele na rycerskie słowo wypuszczę, ale na dłużej nie."
Zbyszko zdumiał się tak, iż czas jakiś słowa nie mógł przemówić.
- Na dwie niedziele? - zapytał po chwili: - A toć ja przez dwie niedziele nawet do granicy nie zajadę! -Cóże to jest?... Chybaście kasztelanowi nie powiedzieli, po co ja chcę do Malborga?
- Nie tylko ja za tobą prosiłem, ale i księżna Anna.
- No i co?
- I co? Powiedział jej stary, że mu po twojej szyi nic i że sam cię żałuje. "Niechbym, powiada, jakie prawo za nim znalazł - ba! niechby i pozór - to bym go całkiem puścił - ale jak nie mogę, to nie mogę. Nie będzie, powiada, dobrze w tym Królestwie, gdy ludzie poczną na prawo oczy zamykać i po przyjaźni sobie folgować; czego ja nie uczynię, choćby o Toporczyka, mego krewniaka, albo zgoła brata chodziło." - Tacy to tu ludzie nieużyci. - A on jeszcze powiadał tak: "My nie potrzebujemy się oglądać na Krzyżaków, ale hańbić się nam przed nimi nie wolno. Co by pomyśleli i oni, i ich goście, którzy z całego świata przychodzą, gdyby ja skazanego na śmierć szlachcica puścił po to, by miał wolę pojechać sobie do nich na bitkę? Żaliby uwierzyli, że go kara dosięgnie i że jest jakaś w naszym państwie sprawiedliwość? Wolę ja jedną głowę uciąć niźli króla i Królestwo na śmiech podawać." - Powiedziała na to księżna, że cudna jej taka sprawiedliwość, od której nawet krewna królewska nie może człeka wyprosić, ale stary jej odrzekł: "I samemu królowi służy łaska, ale nie służy bezprawie." Dopieroż wzięli się kłócić, bo księżnę porwał gniew: "To go, powiada, nie gnójcie w więzieniu!" A kasztelan na to: "Dobrze! od jutra każę pomostek na rynku stawić." I na tym się rozeszli. Już ciebie, nieboże, chyba sam Pan Jezus zratuje...
Nastała długa chwila milczenia.
- Jakże? - ozwał się głuchym głosem Zbyszko. To to już zaraz będzie?
- Za dwa albo trzy dni. Jak nie ma rady, to nie ma. Co ta mogłem, tom uczynił. Padłem do nóg kasztelanowi,proszę o zmiłowanie, ale on swoje: "Wynajdź prawo alibo pozór." A co ja wynajdę? Byłem u księdza Stanisława ze Skarbimierza, aby do ciebie z Panem Bogiem przyszedł. Niechże choć ta sława będzie, że cię ten sam spowiadał, co i królową. Ale go nie znalazłem doma, bo był u księżny Anny.
- Może u Danuśki?

NR: WQQBXYM WQKYJYM WQYVKJM WJZXKPM WJGJGVM