Zbyszko zafrasował się, ale tylko na chwilę, po czym rzekł:
- A jakoże bywa na wojnie? Czy to koniecznie pasowany tylko pasowanych wybiera?
- Wojna to wojna, a walka samowtór co innego.
- Prawda... ale... poczekajcie... Trzeba poradzić:.. Ano, widzicie! - jest rada. Książę Janusz będzie mnie pasował. Jak go księżna z Danuśką poproszą, to będzie pasował. A ja po drodze będę się zaraz na Mazowszu z synem Mikołaja z Długolasu też potykał.
- Za co?
- Bo Mikołaj - wiecie - ten, co jest przy księżnie i którego Obuchem zowią - powiedział na Danuśkę: skrzat". Maćko popatrzył na niego ze zdumieniem, a Zbyszko chcąc widocznie lepiej wytłumaczyć, o co mu chodziło, mówił dalej:
- Jużci tego też darować nie mogę, a z Mikołajem przecie nie będę się potykał, bo mu chyba z osiemdziesiąt lat.
Na to Maćko:
- Słuchaj, chłopie! szkoda mi twojej głowy, ale rozumu nie szkoda, ile żeś głupi jak cap.
- A wy siÄ™ czego sierdzicie?
Maćko nie odrzekł nic i chciał wyjść, ale Zbyszko poskoczył jeszcze ku niemu:
- A jakoże Danuśka? zdrowa już? Nie gniewajcie się za byle co. Przecie was tyle czasu nie było.
I pochylił się znów do ręki starego, ten zaś wzruszył ramionami, ale odrzekł łagodniej:
- Jurandówna zdrowa, jeno jej jeszcze z komnaty nie puszczają. Bywaj zdrów.
Zbyszko pozostał sam, ale jakby odrodzony na duszy i ciele. Miło mu było pomyśleć, że będzie miał jeszcze ze trzy miesiące życia przed sobą, że pojedzie w dalekie kraje, wyszuka Lichtensteina i stoczy z nim walkę śmiertelną. Na samą myśl o tym radość zapełniała mu piersi. Dobrze choć przez dwanaście niedziel czuć konia pod sobą, jeździć po szerokim świecie, bić się i nie zginąć bez pomsty. A potem - niech się dzieje, co chce - to przecie ogromny szmat czasu. Może król wrócić z Rusi i darować winę, może wybuchnąć ta wojna, którą wszyscy z dawna zapowiadali - może i sam kasztelan, gdy po trzech miesiąca.ch ujrzy zwycięzcę hardego Lichtensteina, powie:

NR: WJZGPQM WQBXYBM WJZJPKM WQQYKGM WQXVYQM