- Mnie pohańbił, Królestwó pohańbił - rzekł król - mam-li go za to miodem smarować?
A Maćko umilkł, gdyż na wspomnienie o Zbyszku żal ścisnął go nagle za gardło, i dopiero po długiej chwili jął mówić wzruszonym jeszcze i przerywanym głosem:
- Anim ja wiedział, że go tak miłuję - i dopiero teraz się pokazało, jak bieda przyszła. AIe ja stary, a on z rodu ostatni. Nie będzie jego - nie będzie nas. Królu miłościwy i panie, ulitujże ty się nad rodem naszym!
Tu klęknął znowu Maćko i wyciągnąwszy przed się spracowane na wojnach ręce mówił ze łzami:
Broniliśmy Wilna: łupy Bóg dał godne, komu ja to ostawię? Chce Krzyżak kary, panie - niech będzie kara, ale pozwólcie, abych ja swoją głowę oddał. Co mi tam po żywocie bez Zbyszka! Młody jest, niech ziemię wykupi i potomstwo płodzi, jako Bóg człowiekowi przykazał. Nie zapyta się nawet Krzyżak, czyja głowa spadła, byle spadła. Hańba też z tego nijaka na ród nie spadnie. Ciężko człowiekowi iść na śmierć, ale pomiarkowawszy, to lepiej, żeby człek zginął, niż żeby ród miał zginąć...
I tak mówiąc objął nogi królewskie, król zaś począł mrugać oczyma, co było u niego oznaką wzruszenia, a wreszcie rzekł:
- Nie będzie tego, żeby ja opasanemu rycerzowi głowę kazał niewinnie ucinać! nie będzie, nie będzie!
- I nie byłoby w tym sprawiedliwości - dodał kasztelan. - Prawo winnego przyciśnie, ale nie smok ci to żaden, który nie patrzy, czyją krew chłepce. A wy uważcie, że właśnie hańba by na wasz ród spadła, bo jeśliby bratanek wasz przystał na to, co mówicie, tedyby i samego, i jego potomstwo za bezecnych wszyscy mieli...
Na to Maćko:
- Nie przystałby on. Ale gdyby się to bez jego wiadomości stało, to by mnie potem pomścił, jako i ja jego pomszczę.
- Ha! - rzekł Tęczyński - wskórajcie u Krzyżaka by skargi zaniechał...
- Jużem u niego był.
- I co? - spytał wyciągając szyję król - co powiedział?
- Powiedział mi tak: "Trzeba było na tynieckiej drodze o darowanie prosić - nie chcieliście, to teraz i ja nie chcę..."
- A wy czemu nie chcieli?.

NR: WJQYJVM WJKVYPM WJKXJVM WQGBJPM WQVVGXM