Ziemowitowa klękła z drugiej strony i złożywszy ręce patrzyła błagalnie na króla, w którego twarzy odbiło się wielkie zakłopotanie. Cofał się wprawdzie wraz z krzesłem, ale nie odpychał przemocą Danusi, machał tylko obu rękoma jakby opędzając się od much.
- Dajcie mi spokój! - wołał - zawinił, całe Królestwo pohańbił! niech mu głowę utną!
Lecz małe rączyny zaciskały się coraz silniej wokół jego kolan, a dziecinny głosik wołał coraz żałośniej:
- Daruj Zbyszkowi, królu, daruj Zbyszkowi! Wtem ozwały się głosy rycerskie:
- Jurand ze Spychowa, rycerz sławny, postrach. na Niemców!
- I ów wyrostek wielce się już pod Wilnem zasłużył - dodał Powała.
Lecz król bronił się dalej, lubo sam widokiem Danusi wzruszony:
- Dajcie mi spokój! Nie mnie zawinił i nie ja mogę mu darować. Niech mu poseł Zakonu daruje, to i ja daruję, a nie, to niech mu głowę utną.
- Daruj mu, Kunonie! - rzekł Zawisza Czarny, Sulimczyk - sam mistrz ci tego nie przygani!
- Daruj mu, panie! - zawołały obie księżne.
- Daruj mu, daruj! - powtórzyły głosy rycerskie. Kuno przymknął powieki i siedział z podniesionym czołem, jakby rozkoszując się tym, że i obie księżne, i tak znamienici rycerze zanoszą do niego prośby. Nagle zmienił się w mgnieniu oka: spuścił głowę, skrzyżował ręce na piersiach, z dumnego stał się pokorny i ozwał się przyciszonym, łagodnym głosem:
- Chrystus, Zbawiciel nasz, przebaczył łotrowi na krzyżu i nieprzyjaciołom swoim...
- Prawy to rycerz mówi! - ozwał się biskup Wysz.
- Prawy! prawy!
- Jakżebym ja nie miał przebaczyć - ciągnął dalej Kuno - którym jest nie tylko chrześcijaninem, ale i zakonnikiem? Przeto przebaczam mu z duszy serca jako Chrystusowy sługa i zakonnik!