- Słusznie prawi! - powtórzyli zaraz inni - pacholę to jeszcze! za cóż nas wszystkich z jego przyczyny pohańbiono?
Nastała chwila milczenia i niechętnych spojrzeń na Krzyżaka, a tymczasem Jamont wiódł Zbyszka, by oddać go w ręce łuczników stojących na zamkowym dziedzińcu. Czuł on w młodym sercu litość dla więźnia, którą potęgowała wrodzona mu nienawiść do Niemców. Ale jako Litwin, przywykły ślepo speiniać wolę wielkiego księcia i sam przerażony gniewem królewskim, począł po drodze szeptać do młodego rycerza sposobem życzliwej namowy:
- Wiesz, co ci rzekę: powieś się! najlepiej od razu powieś się. "Korol" rozsierdził się, i tak ci głowę utną. Czemu byś go nie miał uweselić? Powieś się, druhu! u nas taki zwyczaj.
Zbyszko, na wpół przytomny ze wstydu i strachu, zdawał się z początku nie rozumieć słów kniazika, ale wreszcie zrozumiał je i aż zatrzymał się ze zdumienia:
- Coże ty prawisz?
- Powieś się! Po co cię mają sądzić. Króla uweselisz! - powtórzył Jamont.
- Powieśże się sam! - zawołał młody rycerz. To cię niby ochrzcili, a skóra została na tobie pogańska,i tego nawet nie rozumiesz, że grzech chrześcijaninowi taką rzecz czynić.
A kniaź ruszył ramionami:
- Toż nie po dobrej woli. I tak ci głowę utną. Zbyszkowi przemknęło przez myśl, że za podobne słowa wypadałoby zaraz wyzwać bojarzynka na walkę pieszą lub konną, na miecze albo na toporyˇ, ale stłumił w sobie tę chęć wspomniawszy, że już mu czasu na to nie stanie. Więc spuścił smutnie głowę i w milczeniu pozwolił się oddać w ręce przywódcy pałacowych łuczników.
A w sali tymczasem uwaga powszechna zwróciła się w inną stronę. Danusia, widząc co się dzieje, przelękła się z początku tak, iż dech zaparło w jej piersi. Twarzyczka jej pobladła jak płótno, oczki stały się okrągłe z przerażenia - i patrzała na króla bez ruchu jak woskowa figurka w kościele. Lecz gdy wreszcie usłyszała, że jej Zbyszkowi mają głowę uciąć, gdy go zabrali i wyprowadzili z izby, wówczas chwycił ją żal niezmierny; usta i brwi poczęły jej się trząść; nie pomógł nic ni strach przed królem, ni przygryzanie ząbkami ust - i nagle wybuchnęła płaczem tak żałosnym i donośnym, że wszystkie twarze zwróciły się ku niej, a sam król spytał:
- Ca to jest?
- Królu miłościwy! - zawołała księżna Anna. To jest córka Juranda ze Spychowa, której ów nieszczęsny rycerzyk ślubował. Ślubował ci jej trzy pawie czuby z hełmów zedrzeć - i ujrzawszy czub taki na hełmie tego komtura mniemał, że go mu sam Bóg zesłał. Nie ze złości on to czynił, panie, jeno przez głupstwo, przeto bądź mu miłościw i nie karz go, o co cię na kolanach prosimy.
Tak rzekłszy wstała i chwyciwszy Danusię za rękę podbiegła z nią do króla, który widząc to, począł się cofać. Ale one obie uklękły przed nim i Danusia objąwszy rączynami nogi pańskie poczęła wołać:
- Daruj Zbyszkowi, królu, daruj Zbyszkowi!
T z uniesienia, a zarazem ze strachu, pochowała swą jasną główkę w fałdy szarej szaty królewskiej całując mu przy tym kolana i dygocąc jak liść. Księżna Anna