- Widzę, żeście prawi rycerze - rzekł wzruszony Powała - a skoro młody przysiągł mi na cześć, że się stawi, to go nie będę więził; takim jak wy ludziom można zaufać. Bądźcie też dobrej myśli. Niemiec w Tyńcu z dzionek zabawi, więc ja króla prędzej obaczę i tak mu sprawę opowiem, żeby go jak najmniej rozsierdzić. Szczęście, żem zdążył kopię przyłamać - wielkie szczęście! Lecz Zbyszko rzekł:
- Jeśli już koniecznie mam głowę dać, to niechbym miał przynajmniej tę uciechę, żem Krzyżakowi gnaty połamał.
- Że też to swojej czci potrafisz bronić, a tego nie rozumiesz, że na cały nasz naród hańbę byś ściągnął! odparł niecierpliwie Powała.
- Rozumieć, to ja rozumiem - rzekł Zbyszko ale dlatego mi i żal...
Powała zaś zwrócił się do Maćka:
- Wiecie, panie, jeśli temu wyrostkowi uda się jakowym sposobem. wykręcić, powinniście mu kaptur na głowę założyć, jako czynią sokołom. Inaczej nie skończy on własną śmiercią.
- Udałoby się mu wykręcić, gdybyście wy, panie, chcieli zataić przed królem to, co się przygodziło.
- A z Niemcem cóż uczynim? Języka mu przecież na węzeł nie zawiążę.
- Prawda! Prawda!...
Tak rozmawiając ruszyli z powrotem ku dworowi księżny. Słudzy Powały, którzy przedtem pomieszani byli z ludźmi Lichtensteina, jechali teraz za nimi. Z daleka widać było wśród mazowieckich czapek chwiejące się w powiewie pawie pióra Krzyżaka i jego jasny, świecący w słońcu hełm.
- Dziwna to jest natura krzyżacka - ozwał się jakby w zamyśleniu rycerz z Taczewa. - Gdy z Krzyżakiem źle, będzie ci wyrozumiały jak franciszkanin, pokorny jak jagnię i słodki jako miód - tak że lepszego na świecie nie znajdzie. Ale niech jeno poczuje za sobą moc - nikt ci się więcej nie napuszy i u nikogo nie znajdziesz mniej zmiłowania. Widać Pan Jezus dał im krzemienie zamiast serc. Przypatrywałem ja się przeróżnym narodom i nieraz widziałem, jako prawy rycerz oszczędzi drugiego, który jest słabszy, mówiąc sobie: "Nie przybędzie mi czci, skoro leżącego potratuję." A Krzyżak wtedy właśnie najzawziętszy. Dzierżże go za łeb i nie puszczaj, bo inaczej gorze ci! Oto i ów poseł! - zaraz chciał nie tylko waszego przeproszenia, ale i waszej hańby. Ale rad jestem, że tego nie będzie.
- Niedoczekanie jego! - zawołał Zbyszko.
- Miarkujcie też, żeby frasunku po was nie poznał, bo zaraz by się ucieszył.
Po tych słowach dojechali do orszaku i połączyli się z dworem księżny. Poseł krzyżacki ujrzawszy ich przybrał natychmiast wyraz pychy i wzgardy, lecz oni zdawali się go wca1e nie widzieć. Zbyszko stanął od strony Danusi i jął wesoło mówić jej, że ze wzgórza widać już dobrze Kraków, Maćko zaś opowiadał jednemu z rybałtów o nadzwyczajnej sile pana z Taczewa, który przyłamał kopię w ręku Zbyszka jak suchy badyl.
- A po coże ją przyłomił? - spytał rybałt.