Tu spojrzał Powała bystro na Zbyszka i dodał:
- Ciężko to ludziom szlachetnego rodu... rozumiem ale muszę cię przestrzec, że jeśli tego nie uczynisz, kto wie, co cię czeka: może katowski miecz.
Twarze Maćka i Zbyszka uczyniły się jakby kamienne. Nastało znów milczenie.
- No i co? - spytał Powała.
A Zbyszko odrzekł spokojnie i z taką powagą, jakby mu przez tę jedną chwilę dwadzieścia lat przybyło:
- A cóż! Moc boska nad ludźmi!
- Jak to?
- Tak, że chociażbym miał dwie głowy i choćby mi kat obydwie miał uciąć - jedną mam cześć, której mi pohańbić nie wolno.
Na to spoważniał Powała i zwróciwszy się do Maćka spytał jeszcze:
- A wy co powiadacie?
- Ja powiadam - odrzekł posępnie Maćko - żem tego chłopa od małości wypiastował... Na nim też stoi nasz ród, bom stary - ale tego on uczynić nie może, choćby miał sczeznąć.
Tu sroga twarz poczęła mu drgać i nagle miłość do bratanka wybuchnęła w nim z taką siłą, że chwycił go w swoje okute żelazem ręce i począł wołać:
- Zbyszku! Zbyszku!
A młody rycerz aż zadziwił się i oddawszy stryjcowi uścisk rzekł:
- Aj! tom nie wiedział, że mnie tak miłujecie!...